sobota, 7 maja 2016

"Bieg po życie" - recenzja książki

"Marzenia zazwyczaj brzmią nierealnie dla wszystkich oprócz tego, kto je snuje. Potrzeba jedynie jeszcze chociaż jednej osoby, która w nie uwierzy i pomoże ci je zrealizować."



Sudan ogarnięty wewnętrznymi walkami i niepokojem od nie wiadomo już jakiego czasu. Mała wioska i cotygodniowe nabożeństwo w kościele przerwane zbrojnym napadem rebeliantów i wyrwaniem przez nich wszystkich dzieci z rąk swoich matek. Kilkuletnim dziewczynkom i malutkim chłopcom prawdopodobnie już nigdy więcej nie będzie dane ujrzeć swoich najbliższych. Chłopcy przetrzymywani w jednym pomieszczeniu przez kilka tygodni, w którym śpią, raz dziennie spożywają posiłek składający się ze zboża wymieszanego z piaskiem, wykonują czynności fizjologiczne (los dziewczynek i co się z nimi dzieje pozostaje nieznany...). Z każdym dniem grupa ta się zmniejsza, bo nie ma dnia, aby ktoś nie umarł. Starsi po pewnym czasie zaczynają być szkoleni na żołnierzy, aby stać się jednym z takich rebeliantów. Co czeka najmłodsze, kilkuletnie dzieci, można się tylko domyśleć...

Autorowi książki, a zarazem jej głównemu bohaterowi, wówczas 6-letniemu chłopcu, udaje się uciec z niewoli rebeliantów dzięki pomocy trzech Aniołów Stróżów. Przez kilka dni biegną nieustannie w ich mniemaniu w stronę domu, jak się jednak okazuje, biegną w zupełnie innym kierunku, w stronę granicy z Kenią. Wycieńczeni przejęci zostają przez straż graniczną i osadzeni w obozie dla uchodźców, w którym Lopez spędza następne 10 lat. Jaka jest codzienność w takim obozie? W jakich warunkach mieszkają uchodźcy? Czym wypełnione są ich dni? Jak wyglądają codzienne posiłki i dlaczego dzień wyrzucania śmieci przez pracowników ONZ jest dla nich tak ważny.... ? 

Lopezowi udaje się zostać jedną z osób adoptowanych przez rodzinę ze Stanów Zjednoczonych. I tu zaczyna się jego nowe życie, do którego z afrykańskiego lądu przenosi swoją pasję- bieganie. Duża wewnętrzna siła, głęboka wiara w Boga, chęć walki i sięgania po swoje marzenia, a przy tym ogromna pracowitość i prawdziwa wdzięczność losowi za to, co mu ofiarował, sprawiają, że udaje mu się spełnić swoje największe marzenie, które narodziło się jeszcze w Afryce - wziąć udział w Igrzyskach Olimpijskich. Nie zapomina jednak o Sudanie i o problemach, jakie tam występują- nie tylko o nich pamięta, ale zaczyna działać, aby poprawić codzienny byt Afrykańczyków.

Powieść czyta się z zapartym tchem. Sudańska codzienność, jakże inna od amerykańskiej, a także codzienność w obozach dla uchodźców to nie są tematy, na jakie rozmawiamy przy śniadaniu czy też sytym obiedzie. No właśnie - przy posiłkach, które nawiasem mówiąc są dla nas czymś oczywistym, a niestety nie dla każdego tak jest. Książka nie jest napisana patetycznym językiem, czy też językiem ckliwym i sentymentalnym, bo Lopez Lomong nie jest takim człowiekiem. Jest on osobą pogodną, optymistyczną, szczerą i ufną - i jego optymizm i wiara w lepsze jutro udzielają się czytelnikowi. Dają nam wiarę i mobilizują do działania, bo jeśli chłopcu pochodzącemu z Sudanu, niemającemu zielonego pojęcia o postępie cywilizacyjnym, porwanemu przez rebeliantów i przebywającego przez lata w obozie dla uchodźców o wcale nie sielskich warunkach udaje się osiągnąć tak wiele, to dlaczego nam ma się nie udać spełniać nasze plany i marzenia....?

Dane techniczne:
  • Autor:
    Lopez Lomong
  • Tytuł oryginału:
    Running for my Life
  • Tłumaczenie:
    Regina Kołek
  • Data wydania:
    17 czerwca 2015
  • Cena okładkowa:
    34,90 zł
  • Format:
    140 x 205 mm
  • Liczba stron:
    288 tekst i 16 wkładka zdjęciowa
  • ISBN:
    978-83-7924-401-0

23 komentarze:

  1. Niestety książka nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szkoda, bo czyta się ją jednym tchem :)

      Usuń
  2. Chyba nie dałabym rady jej przeczytać.Tyle cierpienia i to na dodatek dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie książka i cała historia jej autora/ bohatera kończy się pozytywnie. On sam jest pogodnym, optymistycznym człowiekiem.

      Usuń
  3. Ciekawa książka, ja polecam podobną książkę naszego, polskiego misjonarza pt. "Dzieci Rwandy", bardzo wzruszająca książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba o niej słyszałam, z chęcią po nią sięgnę :)

      Usuń
  4. To niestety nie mój typ książek jakie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię takie pozycje. Dzięki nim trochę inaczej patrzę na swoje życie...

      Usuń
  5. Ja też z pewnością czytałabym tę książkę z zapartym tchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno, bo jest na prawdę niezwykle ciekawa.

      Usuń
  6. Książka ciężka, ale i od takiej tematyki nie należy uciekać i być na nią obojętnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest ona napisana w ciężki i patetyczny sposób, nie ma tam też użalania się nad losem. Aczkolwiek wojny i zupełnie inna codzienność niż nasza to niestety chleb powszedni w niejednym afrykańskim kraju...

      Usuń
  7. Ja właśnie takie książki lubię poruszające. Chętnie sięgnę po nią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest świetna! Na pewno Ci się spodoba :)

      Usuń
  8. Zapowiada się emocjonująca lektura :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taka jest :) Pochłania się ją bardzo szybko.

      Usuń
  9. A ja myślę, że warto ją przeczytać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że warto! Jak najbardziej warto! :)

      Usuń
  10. Nie znam, u mnie z książkami ostatnio kiepsko, brakuje mi czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się wygospodarować przynajmniej trochę czasu na lekturę :)

      Usuń
  11. Książkę przeczytałam w błyskawicznym tempie, zrobiła na mnie ogromne wrażenie i długo jeszcze myślałam o drodze jaką przeszedł autor w swoim życiu i jak wiele robi dla innych. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam tę książkę jednym tchem. Opisałabym ją jednym słowem: genialna!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam serdecznie do polubienia fanpage https://www.facebook.com/WielopokoleniowoTrzy/
oraz do obserwacji na Instagramie (https://www.instagram.com/wielopokoleniowo/)!