12.08.2018

Ta przygoda rozpoczęła się w Bangkoku....

Gdy ruszyłem w stronę czekającej pod blokiem taksówki, ogarnęła mnie myśl, czy oby na pewno wszystko ze sobą zabrałem? Wszystko, czyli w sumie co?

tajlandia i bangkok

Paszport miałem przy sobie, podobnie jak portfel, w którym oprócz 100 zł (tak na wszelki wypadek), znajdowało się 3000 Bahtów z poprzedniej podroży oraz dwie karty płatnicze, dwóch różnych banków. Również na wszelki wypadek, gdyby któraś z nich odmówiła posłuszeństwa w najmniej odpowiednim momencie, co w sumie nie jest czymś wyjątkowym, zwłaszcza w podroży marzeń, „daleko, na drugi koniec świata”. Doświadczenie z Kambodży, gdy podczas zapłaty za hotel na terminalu płatniczym pojawił się komunikat „Not accepted”, wyrobiło we mnie nawyk, ze jedna karta to za mało, a dwie to w sam raz. Bo przecież któraś z nich powinna zadziała?

Podróż rozpoczęliśmy na lotnisku w Gdańsku, skąd wyruszyliśmy do Helsinek - miejsca naszego pierwszego i jedynego międzylądowania. W przeszłości zdążało nam się pokonywać długie trasy z międzylądowaniem mniej więcej w połowie dystansu. Był to zawsze dobry moment na tak zwane „rozprostowanie kości,” ale tym razem uznaliśmy, że będzie to zbędne, więc skoro można przespać całą podróż i po 9 i pół godziny obudzić się w zupełnie innym miejscu na świecie, to czemu by nie?

wyjazd do azji

Bangkok pełen jest tajemniczych miejsc, które warto odkryć


Tajlandia jest krajem otwartym na turystów, a przed podrożą nie trzeba ubiegać się o wizę, czy załatwiać innych dodatkowych spraw. Wystarczy zarezerwować bilet lotniczy, lub skorzystać z oferty któregoś z biur podroży (np. TUI, organizującego wycieczki do Tajlandii), by znaleźć się w krainie wiecznego uśmiechu, jak nazywany jest ten kraj.

Są takie miejsca, które jedni kochają, a inni nienawidzą. Tajlandia, wraz ze swoją stolicą Bangkokiem, dzięki swojej różnorodności powoduje, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Tego miejsca nie sposób nie pokochać i za każdym razem pragnąć zostać tu na dłużej.


wyjazd do tajlandii

Metropolia łącząca nowoczesność z tradycją

W Bangkoku zatrzymaliśmy się nieopodal znanej podróżnikom Khao San. Ulica tłumnie odwiedzana przez turystów, z niezliczona ilością sklepików, straganów, restauracji i barów. To idealne miejsce na skosztowanie lokalnych przysmaków, sprzedawanych bezpośrednio na ulicy. Tajlandia słynie z jedzenia ostrego, dobrze doprawionego, więc jeśli ktoś zdecyduje się na posiłek tak ostry, jak jadają Tajowie (a nie na wersję złagodzoną na potrzeby turystów), to warto mieć przy sobie butelkę wody mineralnej, na wszelki wypadek, gdyby jedzenie okazało się dla nas jednak zbyt ostre ☺

Na Khaso San każdego wieczoru ludzie spotykają się tu by powspominać mijający dzień i zaplanować kolejny, z pewnością równie interesujący. Jeśli ktoś jednak potrzebuje chwili wytchnienia, a słońce zdaje się świecić mocniej niż zwykle, to uliczkę dalej odnajdzie świątynię buddyjską, która pozwoli na chwile wyciszenia w miejskim gwarze. Co wieczór mnisi buddyjscy wznoszą tam swoje modły i pomimo to, że nie znam tajskiego i wypowiadane przez nich słowa pieśni są dla mnie niezrozumiałe, to klimat tego miejsca potrafi wyciszyć i spowodować wewnętrzny spokój.

wycieczka do tajlandii

Piękne budowle potrafią zachwycić każdego


Kilka kroków od Khao San Road znajduje się kompleks, który każdy turysta przyjeżdżający do Bangkoku zwiedzić powinien. To wielki Pałac Królewski, wraz z okolicznymi świątyniami. Gdy pierwszy raz przekraczałem jego bramę, to towarzyszyła mi ogromna radość, że na własne oczy mogę doznać piękna tego miejsca i doświadczyć panującej tam atmosfery. Pomimo tłumu turystów i wysokiej temperatury (dodatkowo wzmacnianej przez konieczność założenia długich spodni, co jest wymagane, by zostać wpuszczonym do środka), miejsce jest warte odwiedzenia, chociażby ze względu na swoją architekturę, z pięknie rzeźbionymi figurami, bogatymi zdobieniami i wnętrzami ociekającymi bogactwem. Do tego mnóstwo świątyń buddyjskich, niby wszystkie do siebie podobne, ale jednak każda z nich mająca w sobie coś wyjątkowego, niespotykanego w „naszej” części świata. 

wycieczka do tajlandii
Wycieczka łodzią po rzece Chao Phraya pozwala na spojrzenie na Bangkok z nieco innej perspektywy

Po kilku dniach intensywnego zwiedzania i zaliczenia kolejnych punktów na turystycznej mapie Bangkoku, w tym wyjątkowego i w nocy pięknie oświetlonego China Town, postanowiliśmy wybrać się na jedną z bajecznych plaż. Po wnikliwym przejrzeniu galerii w Internecie, nasz wybór padł na wyspę Koh Samui. 

Tajlandia jest bardzo dobrze skomunikowana i nie ma żadnego problemu w przemieszczaniu się po kraju. Chcąc oszczędzić nieco czasu, zdecydowaliśmy się na wybór jednej z lokalnych linii lotniczych, która za niewielkie pieniądze proponuje podróż w trybie „Fly and Ferry”. Znaczna część trasy pokonywana jest samolotem, co bardzo skraca czas podróży, a na samą wyspę z lądu dociera się promem. Drewniany bungalow przy plaży, z którego z jednej strony rozpościerał się widok na Zatokę Tajlandzką, a z drugiej na bujną roślinność okolicznych lasów, był strzałem w dziesiątkę. Czy może być lepszy sposób na odpoczynek i regenerację sił, niż słodkie wylegiwanie się na plaży i kąpiele w morzu?


tajlandia i bangkok

Kolor morza zachęca do kąpieli

Jednak po kilku dniach spędzonych na przemieszczaniu się między plażą, wodą, a nadmorskimi restauracyjkami, postanowiliśmy udać się w głąb wyspy, a internet podpowiedział nam, że nie tak daleko od nas znajduje się farma z wężami. Uzbrojeni w prowiant oraz zapas wody, który w naszej części świata z pewnością wystarczyłby na wyżywienie połowy wycieczki, postanowiliśmy włączyć do planu naszej podróży modne słowo „trekking”. Trasę wyznaczyliśmy przez polną drogę oraz kilka okolicznych pagórków (jak na prawdziwy trekking przystało), niby porośniętych bujną zielenią, ale nie na tyle wysoką, by bać się stawiać kroki. Wszak kto wie, czy gdzieś w okolicy nie czaił się boa dusiciel, lub inny uciekinier z farmy węży?

Mniej więcej po godzinie wędrówki i stwierdzeniu, że wybór kremu z filtrem o mocy SPF 20 był jednak złym wyborem (w końcu każdy z nas chciał się ładnie opalić przed powrotem do kraju, więc filtr SPF 50 był ostatecznością), postanowiliśmy szybko zmienić plany i sprawdzić, czy na polnej drodze uda się złapać autostopa. O dziwo, już po kilku minutach siedzieliśmy w klimatyzowanym samochodzie, a Tajka z uśmiechem na twarzy wiozła nas w stronę celu naszej podróży, opowiadając przy tym kilka interesujących historii „z życia lokalnej społeczności”. Dodam, że podwózka nie była darmowa i choć kwota za uratowanie nas od śmierci z wyczerpania była zaledwie symboliczna (bo czymże jest 20 zł w obliczu kilkugodzinnej pieszej wędrówki), tak do dziś się zastanawiam w czym byliśmy gorsi od bohaterów Azja Express, że oni przemierzali kraj za darmo, a my musieliśmy zapłacić?


Najważniejsze dla nas było jednak to, że cel podróży został osiągnięty i mogliśmy uczestniczyć w show, podczas którego prowadzący spotkanie mężczyzna składał kobrze królewskiej niezliczone ilości pocałunków i kołysał się wraz z wężami w rytm uderzeń bębna. 


Street food w najlepszym wydaniu

W drodze powrotnej z farmy węży naszły nas wyrzuty sumienia, że zaplanowany na ten dzień trekking nie odbył się, więc zgodnie z powiedzeniem „teraz, albo nigdy” (bo kto wie, czy kiedykolwiek jeszcze wrócimy na tę wyspę?), postanowiliśmy obejrzeć piękne wodospady, licznie występujące na wyspie. Po kilkudziesięciominutowym wdrapywaniu się na szczyt jednego z nich mogliśmy podziwiać piękną panoramę wyspy, a kąpiel w zimnej wodzie wypływającej wprost z góry był dla nas jakby spełnieniem marzeń. 

Wprawa na wyspę Koh Samui była świetnym pomysłem na kilkudniowy odpoczynek od gwaru dużego miasta, dostarczając nam przy tym niezapomnianych wrażeń. Wizyta na farmie węży, czy też wycieczka do Parku Narodowego Ang Thong, połączona z pływaniem kajakami oraz nurkowaniem, były tylko jednymi z wielu atrakcji, które do dziś wspominamy. 


Jednak po paru dniach postanowiliśmy wyruszyć dalej i nasza przygoda z Azją tak na dobrą sprawę dopiero zaczęła się rozkręcać.... 


 Urokliwy zaułek kilka kroków od świątyni Wat Pho

 W drodze na szczyt wodospadu Na Muang na wyspie Koh Samui

 Kult rodziny królewskiej widoczny jest tu na każdym kroku

Aura tajemniczości w jednej ze świątyń



13 komentarzy:

  1. Wow! Magiczne zdjęcia, taka wyprawa musi wiązać się z wieloma wrażeniami i przeżyciami :) a show z wężem to pewnie aż ciarki przechodzą! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te piękne wodospady bym chętnie obejrzała.

    OdpowiedzUsuń
  3. magiczne miejsce, chętnie bym się tam wybrała

    OdpowiedzUsuń
  4. chciałabym tam kiedyś pojechać, spróbować tamtejszej kuchni ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W Tajlandii byłam kilka lat temu i mówiąc szczerze to mam wobec tego kraju dość mieszane uczucia. Bangkok jednak zdecydowanie zrobił na mnie wrażenie ponieważ architektura jest naprawdę niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewien mój znajomy tam mieszka i bardzo sobie chwali

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy opis podróży, a jedzenie wygląda pysznie <3

    http://mroczny.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. WoooW! Wyjazd marzenie! Super relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  9. fajna przygoda...moze kiedys pojade bo to sie pamietam do konca zycia

    OdpowiedzUsuń
  10. Marzą mi się tamte rejony. Może kiedyś nam się uda je odwiedzic

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowna fotorelacja. Taka wyprawa to moje marzennie. Cudne zakątki. Tajlandia jest cudowna.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękny wyjazd! Mega egzotyczny :)
    No tak, zwiedzanie, zwiedzaniem, ale plaża też musi być, zwłaszcza, że tam jest tak pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdecydowanie wolę podróże po Azji. Zachód jest dla mnie mało interesujący a poza tym za dużo osób w moim kręgu zachwyca się Europą. Tylko Azja <3

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam serdecznie do polubienia fanpage https://www.facebook.com/WielopokoleniowoTrzy/
oraz do obserwacji na Instagramie (https://www.instagram.com/wielopokoleniowo/)!